Historie podRóżne

Wakacje w Hotelu Mireia

Hiszpania Funclub

Gdy dojeżdżałem na miejsce za oknem autokaru widać było już pierwsze palmy i spacerujący w słońcu ludzi. Zastanawiałem się, czy to wszystko dzieje się naprawdę? Jeszcze wczoraj siedziałem w zaciszu domowej kuchni popijając kawę, a dziś jestem w Lloret de Mar, miejscu o którym słyszałem tak wiele dobrego…

Wysiadając z autokaru, ciepłe powietrze muskało mnie po twarzy  i czułem już, że to będą genialne wakacje. Nasza rezydentka Dominika, zakwaterowano mnie w przytulnym hotelu Mireia, mieszczącym się 100 metrów od hotelu Copacabana, gdzie jadłem posiłki. Po przejściu przez hotelowy bar moim oczom ukazał się piękny basen. Pamiętam, że pomyślałem: „jeszcze dziś do niego wskoczę!” i faktycznie wskoczyłem. W basenie pewna Pani uczyła syna jak dobrze pływać, dziecko jednak wolało nurkować, niż utrzymywać się na powierzchni wody… W sumie w ogóle mu się nie dziwię, sam wolę nurkowanie od nudnego pływania.

Sam pokój bardzo przyzwoity, wygodne łóżko, łazienka z prysznicem. Nic więcej mi więcej nie było potrzebne, w końcu przyjechałem na wakacje, a nie by siedzieć w pokoju.

Po dwóch dniach wypoczynku, miasto znałem już bardzo dobrze. Droga na plaże zajmowała mi nie więcej niż 10 min. Mijałem małe sklepiki z pamiątkami, kawiarenki, bary i salony fryzjerskie. Plaża Lloret de Mar jest bardzo urokliwa, pokrywają ją przyjemne dla ciała, drobne kamyki. Wzdłuż niej ciągnie się ulica i promenada, genialne miejsce do porannych joggingów. Choć miasto w sezonie tętni życiem, to wczesnym rankiem nad morzem jest niezwykle spokojnie.

Po pewnym czasie zaczynałem zastanawiać się, czy nie zrobić sobie kilku dni leżakowania przy hotelowym basenie – w barze podawali naprawdę dobre drinki… Wieczorami zawsze siadaliśmy ze znajomymi i popijając pyszną Sangrie, rozmawialiśmy o życiu i tym co nas ciekawego spotkało. Trudno mi przypomnieć sobie, czy na jakichkolwiek wakacjach czułem się tak dobrze jak wtedy w hotelu Mireia.

W miejscach takich jak Lloret de Mar, zatracamy zupełnie poczucie czasu, zapominamy o tym co dzieje się w Polsce i wizja powrotu jest dla nas czymś bardzo odległym. Jednak wrócić kiedyś trzeba i to była chyba najsmutniejsza część wyjazdu.

Teraz znowu siedzę w domowej kuchni popijam kawę i piszę o tych wakacjach, które napełniły mnie tak ogromną radością i energią. Ciekawe, że jeszcze kiedyś tam wrócę…

Przeżyj swoją historię.