Funclub w Chinach

Shanghaj nocą

shanghaj nocą

Shanghaj nocą pobiera chyba energię ze wszystkich elektrowni świata… Wszystkie wieżowce są kolorowe, na ulicach mnóstwo reklam, wszędzie mnóstwo ludzi. Zjedliśmy obiad w syczuańskiej restauracji z pobliżu Nanjing Lu. Syczuańska kuchnia oznacza bardzo ostre jedzenie. Syczuan to bardzo duża prowincja w centralnych Chinach. Graniczy z Tybetem od zachodu. Gotuje się tu głównie wołowinę, drób oraz ryby. Większość potraw przyrządzonych jest na bardzo ostro. W Chinach bardzo ostro oznacza, że dla naszego podniebienia i języka to „seppuku”. Poprosiliśmy kelnera, żeby przyrządził nam kurczaczka i makaronik w wersji lekko ostrej. Zamówiliśmy jeszcze glony morskie i grzyby. Oczywiście wszystko znalazło się na stole błyskawicznie. Chińczycy uwielbiają jeść i zwracają bardzo dużą uwagę na serwis w restauracji.

Pierwsze kęsy zamknęły nam usta na kilka minut. Dotykaliśmy języków, które były zdrętwiałe. Miałem wrażenie, że mogę sobie wbić igłę i nic nie poczuję. Kelnerzy patrzyli na nas z podziwem. Biali ludzie płaczą przy stole, dotykają języków i wypuszczają dziesiątki łez z niewiadomego powodu:) Trzeba było chwilę odczekać i za ciosem ruszyć dalej. Kolejne kęsy były już znacznie mniej bolesne. Smak był nawet wyczuwalny… Przy końcu dania byliśmy już zachwyceni daniami. Wszystkie talerze były wyczyszczone. Kilka minut później przychodzi się pogodzić z brakiem czucia w ustach i nerwowym oddechem, w którym przypomina się astmatyka, który zapomniał lekarstwa:) Jest jeszcze gorzej, jak zacznie się popijać. Czuć wtedy pieczenie dwukrotnie mocniej. Pomimo to wychyliliśmy dzbanek zielonej herbaty, zapłaciliśmy rachunek i ruszyliśmy na Pudong.
Spacerując w kierunku rzeki Huangpu zatrzymaliśmy się na małe pogaduszki przez darmowy internet przy Apple Store na Nanjing Lu. Staliśmy tak na ulicy, używając FaceTime, a większość przechodniów zatrzymywała się i zerkała z zaciekawieniem w ekrany naszych telefonów. Kiedy wybiła godzina 22.00 nagle wszystkie światła Shanghaju zgasły… To tradycyjny zabieg w tym mieście. Przecież każda elektrownia musi odpocząć na chwilę:) Zagadaliśmy się na tyle bardzo, że nie zdążyliśmy pstryknąć już fotek z panoramą oświetlonego Pudongu. Jutro będziemy tu znacznie wcześniej.
Przespacerowaliśmy się Bundem na południe do Starego Miasta. W czasie godziny, którą zajęła nam droga, miasto opustoszało. Na ulicach nie było już samochodów, poza taksówkami. Ludzi nie było praktycznie widać, zrobiło się cicho i i spokojnie. Stare Miasto kładło się do snu. Wszystkie sklepiki były już pozamykane. Tylko gdzieniegdzie widać było błąkających się Chińczyków i robotników drogowych, którzy pracują tu całą dobę. Skoro Shanghaj idzie spać, to my też:)