Funclub w Chinach

Rowerem przez Pekin

pekin ptasie gniazdo

Dzień rozpoczęliśmy od spaceru do biura sprzedaży biletów lotniczych AIR China. Przespacerowaliśmy się około 2,5 km, udało nam się wybrać lot na sobotę na godz. 13.00, rozpoczęliśmy rezerwację, ale pech chciał, że do jej zakończenia potrzebne były numery paszportów. Oczywiście zostawiliśmy je w hotelowym sejfie:) Wróciliśmy więc spacerkiem do hotelu, ale już po drodze pomyśleliśmy, że nasze nogi mogą nie wytrzymać całego dnia spaceru.

Wypożyczyliśmy rowery. To był strzał w 10:) Rowerami zrobiliśmy dzisiaj około 50-60 km w Pekinie. Z biura AIR China, gdzie za bookowaliśmy na sobotę bilety do Hangzhou, pojechaliśmy do dzielnicy olimpijskiej. Odwiedziliśmy stadion, „Ptasie Gniazdo”, wspaniała budowla, architektoniczny popis wyobraźni i kunsztu projektanta. Bilet wstępu na stadion kosztuje 100 Juanow, około 50 pln. Przespacerowaliśmy się drogą wzdłuż wszystkich aren olimpijskich. Poza stadionem, ogromne wrażenie robi pływalnia, która z zewnątrz przypominała mi baloniki powietrza wydobywające się spod wody.
Z terenów olimpijskich pojechaliśmy w kierunku nowoczesnej dzielnicy handlowo-biznesowej Pekinu. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad w klasycznej chińskiej restauracji. Dania wybraliśmy z obrazków:) Wszystko było strasznie pikantne. Obiad nie należał do wartych mu poświęcenia więcej czasu, tym bardziej, że w restauracji było dużo osób palących, które skutecznie nas stamtąd wykurzyły.

Zrobiło się już ciemno i ulice przybrały barwy czerwono białe od kolorowych lampionów. Wszystkie restauracje rozpoczęły walkę o klientów. My w tym czasie przejechaliśmy przez ulice ambasad, których strzegą zastępy chińskich wojskowych.
Dotarliśmy w końcu do kosmopolitycznej części Pekinu, na ulice Sanlitun. Miejsce otoczone wieżowcami, budynkami tak nowoczesnymi i wysokimi, ze staliśmy tam i pstrykaliśmy fotki z zachwytu. Więcej tu wieżowców niż dziur na polskich drogach.

Pekin to absolutnie jedna z najważniejszych stolic świata. Na każdym kroku widać, że maja ambicje by być liderem… i jeśli jeszcze nim nie są to na najlepszej drodze już się znaleźli.

Na zakończenie dnia przejechaliśmy się z Sanlitun na Tiananmen i stamtąd na Qianmen, gdzie zjedliśmy kolacje w super knajpce. Później odwiedziliśmy zachodnią częścią miasta, gdzie Chińczycy najchętniej robią zakupy. Była już 23.00, wróciliśmy do naszego hotelu. Wysłuchaliśmy narzekania sąsiadów, że zbyt głośno rozmawiamy na FaceTime z Polską. Bartas przysiadł do obrabiania zdjęć, a ja kończę podsumowanie czwartku…
Jutro widzimy się z murem… chińskim oczywiście:)