Funclub w Chinach

Promem do Zhuhai

Chiny 2011

Z hotelu do przystani promowej mamy 10 minut pieszo. Wyszliśmy o 11.00, żeby załapać się na prom do Zhuhai na 11.30. Udało nam się przy ogromnym szczęściu… zapomnieliśmy, że czeka nas odprawa paszportowa w terminalu, do której jest dość duża kolejka:) Wskoczyliśmy na prom 1 minutę przed odpłynięciem:) To chyba europejski standard, bo wszyscy Chińczycy grzecznie już siedzieli na swoich miejscach.

Zhuhai jest Specjalną Strefą Ekonomiczną, utworzoną przez rząd Chin. Do wjazdu tutaj, z terytorium Hong Kongu, potrzebna jest wiza. Prom kosztuje 380 HKS. Podróż ekspresowym katamaranem zajmuje 70 minut. Każdy ma przydzielone siedzenie, na telewizorach wyświetlane są chińskie bajeczki.
Bardzo ładna jest ta część Chin. Nabrzeżna promenada obsadzona jest pięknymi palmami, trasy spacerowe są bardzo szerokie, trawniki równiutko przycięte.Taksówki mają kolor zielony i kosztują niewiele, pomimo, że są droższe niż w Pekinie i Shanghaju.

Z terminala promowego, za 20 yuanów, pojechaliśmy pod granicę z Macao, do centrum handlowego Port Plaza. Jest to ogromne targowisko, w podziemiach głównego w Zhuhai placu, gdzie w niewielkich boksach, targowanie się przybiera obraz prawdziwego azjatyckiego handlowania. Cena zabijana jest kolejną ofertą. Rzadko zdarza się, by nie udało sie kupić za mniej niż połowę oferty początkowej.
Można tu znaleźć praktycznie wszystko. Jako obcokrajowcy, byliśmy obiektem zainteresowania większości handlarzy. Wchodząc do ich sklepików i rozpoczynając negocjacje, trzeba się liczyć, że drzwi natychmiast zostaną zasłonięte i zamknięte na kłódki lub szyfrowe zamki. Nie do końca wiem dlaczego tak robią. Działo się tak jednak w przypadku wizyt wszystkich zainteresowanych klientów, więc nie budziło naszego niepokoju.

Kupiliśmy kilka ciekawych pamiątek z Azji i na zakończenie pobytu przekąsiliśmy pyszny makaron z warzywami i mięsem. Jeszcze tak mało za obiad nie zapłaciliśmy… 2 dania, 2 kawy i 2 wody mineralne za 24 yuany. Gdyby wszędzie były takie ceny, Chiny byłyby rajem:)
Po udanych zakupach o 18.10 byliśmy już w Hong Kongu. Trzeba przyznać, że podróż katamaranem była bardzo szybka i komfortowa. Przez większość czasu spaliśmy, co później miało odbicie w reakcji naszego błędnika… Podskakiwaliśmy równo na fali i do tej pory nie możemy uwolnić się od wrażenia, że wszystko dookoła się buja:)

Zajrzeliśmy na chwilkę do hotelu i po kilku minutach byliśmy już w dzielnicy Mong Kok, gdzie do późnych godzin nocnych, toczy się intensywny handel. Ten krajobraz jest charakterystyczny dla Hong Kongu. Wszędzie kolorowe neony, sklepów grube tysiące.W każdym ogromny ścisk, prawie każdy na ulicy ma torebki z zakupami. Najwięcej tu chyba elektroniki i ciuchów. Ceny wyraźnie niższe niż w Europie, około 20-30%. Sprzedawcy są znacznie mniej agresywni niż w Chinach. Cierpliwie czekają na pytanie klientów a targowanie się jest praktycznie niemożliwe, poza ulicznymi bazarami. Ceny są napisane na każdym produkcie i z góry wiadomo ile należy za niego zapłacić. Obeszliśmy 3 główne ulice Mong Koku i zrobiliśmy dużo zdjęć.  Tuż po 22.00 byliśmy już w hotelu.