Funclub w Chinach

Piątek – tragiczny dzień:(

TAXI

Rozpoczęliśmy go od oddania rowerów do wypożyczalni. Potem śniadanko, zamawiamy taksówkę i przenosimy się do innego hotelu. Wpisaliśmy sobie adres hotelu do mapy google i zgodnie z podaną tam instrukcją pojechaliśmy taksówką do Lake Hotel Beijing. Okazało się niestety, że google pomylił adresy. Co prawda wskazał nam jezioro ale niestety nie to i co najgorsze nad googlowskim jeziorem nie było żadnego hotelu:(
W międzyczasie 2 razy zmienialiśmy taksówki, bo byliśmy przekonani, że taksówkarze nie mają bladego pojęcia gdzie jechać. Bariera językowa jest ogromnym problemem w Chinach. Praktycznie nikt nie mówi tutaj po angielsku, nie wspominając o innych językach.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że taksówkarze w Pekinie nie znają ulic ani miasta. Trafiają telefonując do docelowego miejsca, gdzie otrzymują instrukcję jazdy. Ich głównymi wskaźnikami są ponumerowane obwodnice Pekinu. Niestety nawigacja GPS nie jest dostępna w Chinach:(
Po godzinnych podróżach wokół jeziora, Zakazanego Miasta i placu Tiananmen postanowiłem zadzwonić na pomoc do hotelu. Miłym głosem zostałem poinstruowany, że lepiej bym dał telefon kolejnemu taksówkarzowi, któremu zostanie dokładnie wytłumaczona droga. W okolicach Zakazanego Miasta złapaliśmy w końcu docelową taksówkę. Recepcja hotelu wytłumaczyła kierowcy jak do nich dotrzeć i ruszyliśmy. Mit fantastycznego google padł ! Okazało się, że Lake Hotel Beijing jest w zupełnie innym miejscu niż wskazało nasze wspaniałe narzędzie, wyprodukowane przez największego wroga CHRL.
Kierowca okazał się być wybitnie przebiegłym oszustem. „Zapomniał” włączyć taksometr i zatrzymał się w połowie drogi informując nas, w tylko sobie zrozumiały sposób, że musimy zapłacić mu natychmiast 100 juanów, bo mamy za dużo bagażu:) Wyjątkowo nas tym rozbawił, bo szacowana opłata za przejazd całym odcinkiem wynosiła nie więcej niż 25 juanów. Był jednak wybitnie konsekwentny i uparty. Po kilkuminutowym monologu Chińczyka postanowiliśmy wysiadać. Kierowca okazał się jednak bardzo stanowczy i ani myślał „wypuścić” z bagażnika nasze biedne walizki. Staliśmy wobec tego przy samochodzie i staraliśmy się znaleźć kogoś, kto wytłumaczy dziarskiemu małemu człowieczkowi, że już go nie lubimy i nie chcemy dalej jechać jego cuchnącą papierosami taksówką… Nie udało się oczywiście.
Ostatnią szansą była hotelowa recepcja. Miła pani starała się dogadać z szoferem. Niestety, podobnie jak my, miała zbyt mało argumentów. Nasz bohater był nieugięty i dodatkowo chyba wygadał się za wszystkie czasy, bo trzymał mój telefon przy uchu przez kilka minut. Szkoda, że nie wiedział, że minuta w roamingu kosztuje około 10 pln netto:(
Szczerze przyznaję, że mocno się wkurzyłem. Wyciągnąłem aparat i zrobiłem zdjęcie numerów bocznych taksówki. To najlepsza rzecz, jaką dzisiaj zrobiłem…! Taksówkarz z przerażeniem i złożonymi błagalnie dłońmi nalegał byśmy jechali dalej. Zaczął nas wpychać do samochodu. Prawie klękał przed nami. Był strasznie wystraszony. Sprawiał wrażenie gościa, który może stracić pracę, po numerze jaki wyciął polskim podróżnikom. Muszę przyznać, że pomimo niskiego wzrostu, był bardzo silny. Na tyle mocno mnie złapał, że prawie wsadził na tylny fotel. Musiało to bardzo komicznie wyglądać, bo na ulicy wszyscy się gapili:)
Nasza podróż taksówką nr 3 zaczęła się na nowo. Chińczyk włączył taksometr, był bardzo miły, cały czas się uśmiechał. Nawet samochód mu się wywietrzył:) Zepsuł troszkę wrażenie kolejny raz prosząc o telefon do recepcji, bo zapomniał drogę. Z pokorą dałem mu jednak aparat, bo nie wiedziałem jak powiedzieć, żeby skorzystał ze swojego… ach ten chiński:)
Kiedy podjechaliśmy w końcu pod hotel, taksówkarz grzecznie wypakował wszystkie nasze bagaże i z uśmiechem na twarzy zrezygnował z zapłaty.
Przeprowadzka zajęła nam 3 godziny. Mieliśmy na dzisiaj zaplanowany Wielki Mur, do którego trzeba jechać około 2h. W hotelu byliśmy o 13.15 a zwiedzanie Muru kończy się o 16.30. Dzięki google oraz małemu szoferowi publicznej pekińskiej TAXI, nici z Wielkiego Muru. Nie będzie pięknych zdjęć i koszulki „zaliczyłem Mur”:(
Wydarzenia dnia na tyle zmęczyły Bartasa, że przycisnął kilkugodzinną drzemkę. Ja natomiast wybieram się do Świątyni Nieba, może zobaczę jeszcze kilku skośnookich ćwiczących Taiji.