Funclub w Chinach

Ostatnie chwile w Pekinie

pekin

Jednak Bartas się obudził i razem przespacerowaliśmy się ulicami południowego Pekinu, w kierunku Świątyni Nieba. Przeszliśmy może 4-5 kilometrów. Przed wejściem do przepięknego Parku odwiedziliśmy jeszcze klasyczny chiński market z podróbkami. Na 5 piętrach można było kupić chińskie: Pateki, Burberry, Prady, iPady i ogólnie wszystko „markowe”, od elektroniki przez perły do ciuchów i toreb.
Na każdym piętrze inny asortyment. Trzeba przyznać, że ogrom towarów i sposób handlowania różni się mocno od europejskiego:) Widzieliśmy nawet kilka Polek, które podekscytowane zakupami przekonywały się wzajemnie, że chiński deal działa.
Wstęp do parku, na terenie którego znajduje się Świątynia Nieba, kosztuje 10 juanów. Park jest ogromny, bardzo zielony. Drzewa i trawa starannie wystrzyżone. W parku mnóstwo ludzi śpiewających, tańczących, ćwiczących taiji, grających w jianzi. Po środku parku stoi najwspanialszy przykład architektury epoki Ming – Tiantan (Świątynia Nieba). Nie zdziwię się jak usłyszę od turystów, że podoba im się tu bardziej niż w Zakazanym Mieście. Świątynia została zaprojektowana jako miejsce, w którym spotyka się niebo i ziemia, a pośrednikiem między niebem a ziemią był Syn Niebios – cesarz.
Muszę przyznać, że cesarz w Chinach był wielkim gościem:) Do Zakazanego Miasta wpuszczał tylko eunuchów, by mieć pewność, że wszystkie dzieci mieszkające tam są jego. Miał kilka tysięcy kochanek i kilka żon a do Świątyni Niebios, kiedy modlił się o zbiory, nie wpuszczał Chińczyków i dodatkowo na trasie dojazdu do niej kazał zasłaniać okna i nie „podglądać”, jak ze swoim orszakiem jedzie się modlić.

Na zakończenie dnia, już lekko zmęczeni, postanowiliśmy ostatni raz dzisiaj przejechać się taksówką po Pekinie. Bogaci w doświadczenia poranne, pokazaliśmy dokładny adres kierowcy i oczywiście prowadziliśmy go na każdym skrzyżowaniu, mówiąc gdzie ma skręcać:)
Jutro o 13.00 startujemy z międzynarodowego lotniska w Pekinie do Hangzhou, gdzie mamy być o 15.00.