Funclub w Chinach

Ostatni dzień w Azji

Ostatni dzień w Azji

Niestety, pomimo pięknego uśmiechu i wielu próśb, nie udało nam się przedłużyć pokoju w hotelu. O godz. 12.00 musieliśmy się wymeldować i złożyć swoje bagaże w holu, gdzie zostały zabezpieczone i przechowane. My ruszyliśmy na podbój Tsim Sha Tsui. Nikt nie spodziewał się, że w trakcie spacerów dzielnicą, w której mieszkaliśmy, dokona się wiekowa przemiana możliwości fotograficznych naszej firmy. W trakcie 2 godzinnych testów i negocjacji Bartas rozstał się ze swoim poczciwym i zasłużonym Nikonem D90 i przesiadł na Canona 5D. Transakcja była wiązana, sprzedawca przyjął stary sprzęt wraz z akcesoriami i za dopłatą wymienił na Canona z nowymi obiektywami. Od tej chwili straciłem kompana podróży… Młody biegał jak szalony po wszystkich ulicach, kręcił filmy, robił zdjęcia przedmiotom, które wcześniej go ani trochę nie interesowały. Od rana narzekał, że nogi mu siadają, a z Canonem w rękach przebiegł chyba maraton:) Jak mało potrzeba, żeby facetowi włączyć turbo doładowanie…
Popołudnie spędziliśmy w Kowloon Park. Na bardzo dużym terenie, w samym środku Tsim Sha Tsui, można podziwiać wspaniałe stawy, fontanny, cudowną roślinność. Na ławkach, pod drzewami, siedzą sobie ludzie, czytają książki, bawią się z dziećmi… Wiele jest tam miejsc, które rodem są z najlepszych filmów przygodowych. Nie spodziewaliśmy się, że na tyłach naszego hotelu znajdziemy tak czarujący park.
Ostatnie godziny pobytu w Hong Kongu poświęciliśmy na wybór najlepszych chińskich herbat. Oferta jest ogromna… ogromne też są ceny. Przekonani jednak przez sprzedawców możliwością wielokrotnego zaparzenia jednej porcji, postanowiliśmy kupić kilka opakowań herbaty zielonej oraz jaśminowej, która w dzbanku zamienia się w piękny kwiat. Mam nadzieję, że sprzedawczyni nie robiła nas w konia… bo reklamację ciężko będzie złożyć.
Na lotnisku byliśmy o 20.30. Błyskawiczna odprawa, szybka kolacja i… prysznic za 150 HKD. Cena nie jest niska ale kąpiel warta jest każdych pieniędzy, kiedy człowiek jest po całym dniu biegania po mieście w temperaturze 27 stopni. Do Monachium lecieliśmy 12 h. Teraz siedzimy sobie w restauracji i zajadamy najprawdziwszą, bawarską kiełbasę:)
Zapraszamy na www.funclub.pl, gdzie można zapoznać się z programami zwiedzania Chin.