Historie podRóżne Konkurs

Moja Historia (pod)Różna – Biesiada po europejsku

Albania Vlora
Historia nadesłana przez:
Marlena Popławska-Marek
Biesiada po europejsku

Przygód podczas podróży miałam wiele, ale za każdym razem gdy rodzina, znajomi, współpracownicy kierują do mnie zachęcające zdanie – no opowiadaj, opowiadaj o tych swoich podróżach – mam zamęt w głowie, nie mogę zdecydować się którą wybrać, ostatecznie jednak najczęściej pada na poniższą.

Wrzesień na Korfu był piękny. Wspaniale przebiegła wycieczka fakultatywna do malutkich wysp Paxos i Antipaxos. Pogoda była wyśmienita, nieupalna a cudownie ciepła. Tego samego oczekiwałam po fakultecie do Albanii, niestety tego samego dnia rano zaczął kropić niewinny deszcz. Myśląc jednak, że to Grecja i po wczorajszym słońcu nie ma nawet mowy o ulewnym deszczu, naiwnie łudząc się że pewnie trochę pokropi i za chwilę wyjdzie piękne słońce, a w samej Albanii będzie pewnie gorąco ubrałam się iście wakacyjnie. Krótkie spodenki, koszulka, no i oczywiście okulary przeciwsłoneczne, na wszelki wypadek przewiązałam rękawy swetra wokół szyi. Po wyjściu z hotelu poczułam przeszywające zimno, ale przekonałam sama siebie argumentem, że przecież lepiej trochę zmarznąć niż się przegrzać. Nie udało mi się jednak zakląć rzeczywistości, bo deszcz padał coraz śmielej, aż w końcu lało jak z cebra.

Mimo wszystko, rejs z Korfu do Albanii odbywał się planowo. Wzbudziło to wielki strach wśród uczestników. Wszyscy zebrali się w zadaszonym parterze niewielkiej łodzi, zaczęło brakowało miejsca i towarzystwo podniosło bunt. Padały zdania „jak wszyscy będą na parterze to się potopimy”, „ ta łódź pewnie nie ma takie wytrzymałości”, „sztorm będzie, zaleje nas”. W oczach uczestników widać było przerażenie, a czasem nawet łzy strachu. W końcu jeden z uczestników, chcąc bohatersko podejść do sprawy oznajmił, że idzie do kapitana statku z żądaniem pokazania zaświadczenia, że tak duża ilość osób może przebywać w zadaszonym parterze statku. Okazało się, że łódka jest na 300 osób a nas jest 140. To jednak nie uspokoiło uczestników rejsu. Całą drogę słychać było wygłaszane obawy, tym bardziej radość z dopłynięcia na miejsce była ogromna.

Pogoda w Albanii była jeszcze gorsza niż na Korfu. Deszcz lał się strumieniami, wiatr nie ustępował. Mój strój zupełnie się nie sprawdzał, a w żadnym sklepie nie mogłam dostać nic przeciwdeszczowego. Postanowiłam być twarda i udawałam, że to nic nie szkodzi, że jestem cała mokra, bo do Albanii mogę już nigdy nie dotrzeć, więc warto zacisnąć zęby. Było zimno, zatem trzeba było się grzać. Ja wszędzie gdzie tylko była możliwość kupowałam i piłam gorącą herbatę, większość kupowała i piła alkohol przeróżnej nazwy. Pogoda z chwili na chwilę była coraz gorsza.

W momencie odpływania z Albanii było bardzo pochmurnie i wietrznie, fale na morzu były pokaźne, w dodatku zaczęło się ściemniać. Towarzystwo było jednak nad wyraz uspokojone i rozbawione. Nikt nie domagał się żadnych praw, nikt nie wyrażał obawy, nikt nie chciał żadnych dokumentów, zaświadczeń. Podczas rejsu fale obijały się o łódź, doszła do tego burza, z dwóch stron było widać pioruny, bujało skrajnie z jednej strony na drugą, do łodzi z góry dostawały się krople wody, a nikt nie siedział skulony, nikt nie miał strachu w oczach. Niektórzy nawet dziarsko podchodzili do balustrady.

Nie było atmosfery strachu, za to wokół było słychać śpiewy „ szła dzieweczka do laseczka”, „ dziś prawdziwych cyganów już nie ma”, „ na lewo na prawo w górę i w dół”. Bujała się łódź, bujało się towarzystwo polsko-romsko-hiszpańskie. Wszyscy bawili się przednio, śmiali na cały głos, rozumieli się doskonale, mimo że mówili różnymi językami. Tylko w jednym momencie ktoś krzyknął rozbawionym głosem: – czy my przypadkiem nie utoniemy? Pytanie to zagłuszyło głośne „oreoresiabadabadaamore” i rytmiczne, radosne klaskanie.

Ten tekst bierze udział w konkursie „Moje historie (pod)różne”. Jeśli chcesz podzielić się z nami swoją historią i wziąć udział w konkursie, prześlij ją na adres mojahistoria@funclub.pl. Regulamin konkursu.