Funclub w Chinach

Kolejny dzień w Shanghaju

Shanghaj

Rano spotkaliśmy się z naszym chińskim kontrahentem. Pogadaliśmy sobie godzinkę, ustaliliśmy szczegóły współpracy na rok 2012 i dowiedzieliśmy się kilku przydatnych rzeczy na temat Shanghaju.
Chińczycy żyją w skrajnościach. Bardzo tu dużo nieprzyzwoitych bogaczy. Niestety znacznie więcej ludzi żyje na skraju ubóstwa. Mieszkania Chińczyków są bardzo małe. Na 20 m2 potrafią żyć 3 pokolenia. Tylko najbogatszych stać na domy lub duże apartamenty.
Spacerując po centrum odnosi się wrażenie, że ceny powariowały. W oknach, na niskich piętrach wieżowców, stoją Ferrari, Aston Martiny i inne cacka w cenach… z sześcioma zerami na końcu. Tuż obok nich zaczepiają nas na okrągło sprzedawcy „markowych” zegarków, długopisów i elektroniki made in China. Dużo jest żebraków i ludzi niepełnosprawnych, którzy w natrętny sposób, niejednokrotnie łapiąc za ręce, proszą o pieniądze.
Chiny, wbrew powszechnej opinii, nie są krajem tanim. Restauracje, sklepy, hotele kosztują tu znacznie więcej niż sobie wyobrażaliśmy. Ze względu na stałe umacnianie się juana do dolara relacje cenowe będą się pogarszać. Tanie w Chinach są wyłącznie produkty eksportowe, paliwo, jedwab i taksówki. Produkty niższej jakości można kupić za grosze, trzeba jednak pamiętać, że często rozpadają się tuż po rozstaniu ze sprzedawcą. To taki chiński wynalazek, podobny do znikającego atramentu, jeszcze przed chwilą było widać treść, później pozostała już tylko złość:)
Odwiedziliśmy dzisiaj Stare Miasto za dnia. To chyba największe targowisko w mieście. Tysiące sklepów z chińskimi produktami. Tłumy ludzi przeciskają się wąskimi uliczkami. W XIX i XX wieku to miejsce służyło jako getto dla ogromnej liczby Chińczyków, którzy żyli w potwornej nędzy, podczas gdy cudzoziemcy zagarniali dla siebie dookola przestrzeń życiową.
Zupełnie tu inaczej, niż w pozostałej części modernistycznego Shanghaju. Architektura azjatycka, sklepy i restauracje lokalne. Co prawda na głównym placu zabłąkał się Starbucks, jednak chyba nawet jego właściciele widzą, że zupełnie tam nie pasuje.
Labiryntem mostków dochodzimy do ogrodu Yu Yuan. Czarujące to miejsce, ozdobione sadzawkami, dróżkami, mostami i kamieniami. Rosną tu ogromnych kształtów magnolie i inne typowe dla Chin drzewa. Wiosną musi być tu niesamowicie.
Na herbatę wpadliśmy do Huxing Ting – Pawilonu Serca Jeziora. Przed nami był tu nawet Clinton z żoną i królowa Anglii… Napój przygotowany jest z największą dbałością o szczegóły. W ciemnej porcelanie z Yixing smakuje wyśmienicie.
Na zakończenie pobytu w Chińskim Mieście zjedliśmy obiad w… japońskiej restauracji. Postanowiliśmy trochę powkurzać Chinoli, którzy są przekonani, że ich kuchnia jest najwspanialsza.