Historie podRóżne

Co się działo w Chorwacji latem? – Prywatny kantor

Trogir

Agata Ravlic Zdravo Dragi Prijatelji,
nazywam się Agata Ravlić. Mieszkam w Makarskiej, malowniczej chorwackiej miejscowości turystycznej. Przybyłam tu jedenaście lat temu i nie tylko zakochałam się w tym przepięknym kraju, często zwanym rajem na ziemi, ale i jeden Chorwat skradł moje serce.
Od niepamiętnych czasów związana jestem z biurem Funclub. Pracuję jako rezydent, pilot, przewodnik, ale i instruktor aerobiku, a to niesie ze sobą wiele wspomnień.
Niech miesiąc grudzień upłynie pod znakiem pamiętników z Chorwacji.
Przeżyjmy to jeszcze raz ☺

Prywatny kantor
W sezonie letnim bardzo często zdarza się, że odwiedzam miejscowy sąd do spraw wykroczeń. Nie to, żebym coś narozrabiała, wręcz przeciwnie. Można powiedzieć, że jestem tam w charakterze gościa specjalnego, czyli tłumacza języka polskiego.
Pewnego sierpniowego przedpołudnia zostałam poproszona o pełnienie tej funkcji. Kiedy weszłam na trzecie piętro budynku sądu, na korytarzu zobaczyłam pana w średnim wieku w towarzystwie dwóch policjantów czekających na rozprawę. Mężczyzna nie wydawał się przygnębiony, wręcz przeciwnie, był rozpromieniony i uradowany moim przybyciem.
– Ooo, pani musi być tą tłumaczką, na którą czekamy! Świetnie, rączki całuję!
Oskarżony wyglądał na bardzo miłego i wesołego człowieka. Zastanawiałam się, dlaczego w takich okolicznościach musieliśmy się poznać.

Pan Czesław H. okazał się być dobrze znanym miejscowej policji turystą. Jak sam przyznał, uwielbia Riwierę Makarską i przyjeżdża tu ósmy rok z rzędu, co potwierdzają raporty policyjne. Bowiem Pan Czesław zajmuje się wymianą pieniędzy po bardzo korzystnym kursie! Obserwuje turystów, którzy zamierzają dokonać wymiany waluty w kantorze, po czym dyskretnie podchodzi i radzi:
-Panie kochany, tu się nie opłaca wymieniać. Kto to słyszał, żeby za euro dawali tylko 7,4 kun. Chyba oszaleli!
Gdy spotyka się z małym wahaniem u turysty potrzebującego miejscowej waluty, od razu ma gotową odpowiedź.
-Jak Pan chce, to ja mogę Panu dąć za euro 8 kun, to dobry kurs. Turysta jest zachwycony, że dostanie więcej niż przypuszczał. Dawał umówioną sumę panu Czesławowi, ten szybko przeliczał kuny, formując zwitek banknotów i wręczał klientowi, po czym szybko znikał. A w środku pliku banknotów nie było, tylko ścinki papierów.
– Życie jest ciężkie – tłumaczył pan Czesław – muszę jakoś zarobić na wczasy, a oni sami są sobie winni, dają się nabierać na najbardziej oklepany numer świata.
Tutaj spojrzał na mnie, musiałam u niego wzbudzić sympatie:
– Pani Agato, pani powie swoim, aby u mnie nie wymieniali, po co pani ma mieć kłopoty. A i jeszcze pani im powie, że jest jeszcze mój kolega, Heniu z Krakowa… u niego trochę lepszy przelicznik. On w rolkę zawija nie ścinki papierów, tylko bułgarskie lewy…
Cóż, dobra rada, człowiek uczy się przez całe życie! ☺