Historie podRóżne

Co się działo w Chorwacji latem? – Degustacja

Trogir Chorwacja

Agata Ravlic Zdravo Dragi Prijatelji,
nazywam się Agata Ravlić. Mieszkam w Makarskiej, malowniczej chorwackiej miejscowości turystycznej. Przybyłam tu jedenaście lat temu i nie tylko zakochałam się w tym przepięknym kraju, często zwanym rajem na ziemi, ale i jeden Chorwat skradł moje serce.
Od niepamiętnych czasów związana jestem z biurem Funclub. Pracuję jako rezydent, pilot, przewodnik, ale i instruktor aerobiku, a to niesie ze sobą wiele wspomnień.
Niech miesiąc grudzień upłynie pod znakiem pamiętników z Chorwacji.
Przeżyjmy to jeszcze raz ☺

Degustacja
Kochani! Kolejna opowieść może się wydawać dość kontrowersyjna. Długo rozmyślałam, czy podzielić się z Wami tą historią, która początkowo była zaskakująca dla mnie samej! Stwierdziła, że skoro od jakiegoś czasu śledzicie moje przygody, zdążyliśmy się już trochę poznać, to niech i ta ujrzy światło dzienne 🙂
Będąc na wycieczce w pobliskiej Bośni i Hercegovinie, zatrzymaliśmy się przy jednym straganie owocowo- warzywnym, malowniczo położonym wzdłuż rzeki Neretva. Sprzedawcą okazał się starszy pan Marinko, u którego ceny były okazyjne, a owoce kusiły, by je kupić. Pan Marinko bardzo szybko się zorientował, że jego klienci to Polacy, dlatego postanowił zaproponować im miejscowe wyroby alkoholowe własnej produkcji. Degustacja zaczęła się od wuna czerwonego i białego – Hercegovina słynie z dwóch rodzajów: Blatiny i Zilavki. Potem gościnny Marinko przeszedł do mocniejszych trunków, wszelkiego rodzaju likierów na bazie rakiji. Rakija to wspólne dziedzictwo mieszkańców Półwyspu Bałkańskiego. Ten destylowany alkohol produkowany jest ze śliwek, jabłek czy winogron. Jednym słowem – samogon.

– Orahovica ! – dumnie prezentował butelkę i nalewał turystom do małych plastikowych kubeczków.
– Orzechówka ! – triumfalnie oznajmiła pani Bożenka.
– Visnja! – Kruska! Nasi turyści, niczym uczestnicy teleturniejów, odgadywali smaki kolejnych trunków.
– Sipak! – Sipak to dzika róża – tutaj okazałam się pomocna. Chciałam ułatwić naszym gościom pokonanie bariery językowej, ale naprawdę nie było potrzeby, bowiem kubki smakowe naszych turystów funkcjonowały wyśmienicie.
– Kajsija! – kontynuował swoją prezentację Marinko.
Pani Irenka była najlepsza : -Brzoskwinia!
Degustacja okazała się rewelacyjnym chwytem reklamowym. Nasi turyści wsiedli do autokaru zaopatrzeni w szklane upominki. Ale pan Waldek pozostawał nieugięty i nie chciał tak szybko opuścić punktu degustacji.
– Marinko, masz coś mocnego? Wiesz, chłopie, najmocniejszego! Zaskocz mnie!
Marinko głęboko się zamyślił. W końcu podszedł do swojego zaparkowanego nieopodal dwudziestoletniego pomarańczowego Mercedesa i z bagażnika wyjął butelkę zawiniętą w biały papier. Nalał panu Waldkowi i czekał na jego reakcję.
– I jak smakuje?
– OOOOOOOOO! Mocna! Ta najlepsza ! – z zachwytem wykrzyknął pan Waldek
– Marinko, a z czego ta rakija? Super jest!
– To GOVNARICA – oznajmił Marinko – wódka z nawozu.
Na panu Waldku nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Być może i tutaj zadziałała zasada, że od pewnego momentu każdy trunek smakuje!
PS. W małych wioskach górskich istnieją gospodarze, którzy do swojego destylatu, aby ten był mocniejszy, dodają kawałki wysuszonego nawozu zwierzęcego podczas procesu fermentacji – źródło informacji: pan Marinko.