Historie podRóżne

Co się działo w Hiszpanii latem? – Historia Jesusa

Lloret de mar Funclub

DominikaBuenos Dias Amigos!
Nazywam się Dominika Żarkowska. Od 8 lat zajmuję się naszymi gośćmi w Hiszpanii. Przez ten czas uzbierało się mnóstwo zabawnych anegdot, na które po każdym sezonie niecierpliwie czeka moja rodzina i znajomi.

Historia Jesusa

Z przyjemnością podzielę się niektórymi na szerszym forum, a cykl hiszpańskich opowieści rozpocznie historia związana z naszymi serdecznymi przyjaciółmi – obsługą hotelu Copacabana.  Copacabana z pewnością była betonowym królem Lloret de Mar w drugiej połowie XX wieku, a jeszcze 8 lat temu zdołała oszołomić i mnie. Połyskujące żyrandole, lustra i dekory z gobeliny sprawiły, że któregoś razu weszłam do środka celem złożenia propozycji długoterminowej i owocnej współpracy z najlepszym polskim biurem podróży.
W recepcji stał drobny mężczyzna o subtelnej urodzie i dłuższych włosach. Przedstawił się jako Jesus. Pomyślałam, że to boski znak, ale to był dopiero początek religijnych imion. Właścicielem hotelu okazał się Mojżesz, a szefową czystości Maria. Właściwie było już przesądzone, że nasi Klienci będą się czuli w Copacabanie jak w niebie.

Któregoś wieczoru grupa rozrywkowych turystów zaprosiła mnie na małe polskie party organizowane w pokoju i na balkonie na cześć zakończenia turnusu. Były ogórki konserwowe, kabanosy i naturalnie spora ilość żubrówki. Impreza trwała w najlepsze, kiedy rozległo się pukanie. Pan Stefan otworzył drzwi, a naszym oczom ukazał się Jesus.

Historie podRóżne

– Ooo, pan recepcjonista! Zapraszamy! – rozległy się wesołe okrzyki i zgodnie ze starą, polską tradycją Pan Stefan w błyskawicznym tempie podał Jesusowi karną setkę.
– Stefan jestem, a to moja żona Krysia, to szwagier….. – zaczęło się przedstawianie.
– Jestem Jesus – usłyszeliśmy. W pokoju zapanowała cisza, a Pani Krysi upadł kabanos.
– Jezus Maria…- wyszeptał szwagier.
– Jak?
– Jestem Jesus – nie poddawał się uśmiechnięty gość. Gospodarze też nie dawali za wygraną. Pan Stefan wyrozumiale poklepał Jesusa.
– Ok, w porządku Stary, ale jak masz na imię?
– My name is Jesus.
– Pani Dominiko, On chyba już jest pijany?
– Ale On naprawdę jest Jesus – potwierdziłam tożsamość kolegi.
– Dobra, niech Ci będzie – turyści ustąpili. – Siadaj Pan do stołu, Panie Jesusie. Ogóreczka?

Jesus od tego czasu bawił się na wielu polskich imprezach, za każdym razem, kiedy przychodzi po raz pierwszy zapowiadany jest jako Gość Honorowy.